
Pojedynek stulecia. Takim mianem określano walkę Gołota v.s. Adamek. Ktoś na demotywatorach słuszne napisał "Przynajmniej tą walkę wygra Polak". Spojrzałem na to jak na wydarzenie medialne. Przez chwile nawet przemknęła mi myśl o wielkich igrzyskach, koloseum, starożytnej idei sportu. Czar prysł kiedy to po każdej rundzie wyświetlane były reklamy. Równocześnie w wspomnienia najlepszych ciosów wcisnęła się firma sponsorująca klej oraz sponsorzy walki.
Zwrócić należy także uwagę na to jak wchodzili do "Koloseum" bohaterowie wieczoru. Najpierw Adamek Zapowiedziany lepiej (po angielsku) wymieniono większość jego tytułów oraz puścili muzykę po Polsku. Gołota zapowiedziany również oczywiście po angielsku wypadł znacznie gorzej jako ten który "chce ale nie może". Muzyczkę jaką puścili to bliżej mi nie znany amerykański rap przez co nie anglojęzycznego widza (czyt: Polaka nie władającego tymże językiem) mogła trochę oddalić od Gołoty.
Dobrym punktem walki był lekceważący przeciwnika sposób bycia prezentowany przez Gołotę. Jednak jak mówi stare wojenne porzekadło "Nie lekceważ przeciwnika" tu sprawdziło się w 100%.
Miałem nadzieję że powalczą dłużej przeliczyłem się a szkoda
Żeby nie było tak pesymistycznie warto podkreślić że poziom imprezy był naprawdę niebywały (nie licząc reklam o których była owa wyżej). Rzadko także zdarza mi się zabierać głos w sporcie gdyż nie znam się na tym za bardzo. Te wydarzenie nie jest wyjątkiem lecz zapowiedzią "drobnych zmian". Doświadczenie takie jak pisanie o sporcie też się przyda.
Koniec wywodów, jest to blog fotograficzny więc takie notki będą pojawiać się rzadko.